Fantasy. Reverse harem...tak.. to nie jest coś czego nie znajdziecie u mnie na blogu czy Fp. Ktoś z was powie, że porwałam się z motyką na księżyc. Jednak nic bardziej mylnego. Gdy tylko zaczęłam czytać to....
No właśnie.
Zaraz się przekonacie co tam w trawie piszczy.
W Minatsol bycie ziemianinem oznacza, że nie jesteś niczym więcej niż brudem – i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. W zasadzie nawet brud może być bardziej użyteczny niż Willa. Tacy jak ona często poświęcają życie służbie istotom zwanym sol, które pewnego dnia mogą stać się bogami. Na szczęście wioska Willi leży daleko od miast sol i istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziewczyna nigdy nie będzie miała z nimi do czynienia…
Dopóki pewna drobna pomyłka wszystkiego nie zmienia.
Willa zostaje zabrana do Bożylasu, najlepszej akademii sol na świecie, gdzie dostępuje zaszczytu, na który z pewnością nie zasłużyła. Przyjdzie jej usługiwać braciom Abcurse'om, pięciu sol będącym ucieleśnieniem dumy, arogancji i perfekcji. Sami są niemal bogami, a służba u nich musi doprowadzić Willę do śmierci niezależnie od tego, czy zostanie na nią skazana, czy pod wpływem wyniszczających praktyk braci sama zacznie o nią błagać.
Tak czy inaczej… ma kłopoty.
Dopóki pewna drobna pomyłka wszystkiego nie zmienia.
Willa zostaje zabrana do Bożylasu, najlepszej akademii sol na świecie, gdzie dostępuje zaszczytu, na który z pewnością nie zasłużyła. Przyjdzie jej usługiwać braciom Abcurse'om, pięciu sol będącym ucieleśnieniem dumy, arogancji i perfekcji. Sami są niemal bogami, a służba u nich musi doprowadzić Willę do śmierci niezależnie od tego, czy zostanie na nią skazana, czy pod wpływem wyniszczających praktyk braci sama zacznie o nią błagać.
Tak czy inaczej… ma kłopoty.
Kochani...muszę zacząć od tego iż nie sądziłam, że będę się tak dobrze bawić przy Fantasy.
Fantasy zawsze kojarzyło mi się z ,,ciężkim" tematem. Milionami postaci i generalnie wszystkiego dużo. I do tego ciężko.
A tutaj??
Tutaj tego nie mamy. Nie ma tego ciężaru jaki czasami odczuwam, gdy sięgam po fantasy. Od pierwszych stron czuć lekkość tej powieści. Nie przytłacza ona sobą. A wręcz przeciwnie. Pozwala czuć się błogo i wręcz powiedziałabym, że wesoło.
A czemu wesoło??
A no przez postać Willy.
Ta kobieta....kochani. Ta kobieta to kwintesencja katastrofy. Jest ona jak huragan. Tylko, że ,,niszczy" siebie. Pomyślcie o jakiejś wpadce, wypadku, a Willa z pewnością miała to lub będzie mieć. Jednak dodaje to uroku bohaterce, przynajmniej w mojej subiektywnej opinii. Ale z całego serduszka was namawiam na to, żebyście sami się o tym przekonali.
A teraz bohater. W sumie to bohaterowie, bo to reverse harem, czyli dla tych co nie wiedzą: mamy jedną bohaterkę i kilku bohaterów, głównych.
Tak więc przedstawiam wam braci Abklętych. Pięciu, tak, dobrze widzicie, pięciu gorących Sol, którzy nie są przyzwyczajeni do kogoś takiego jak Willa. Do kogoś tak otwartego, szczerego i jednocześnie z psującym się filtrem język- mózg. Bo jak babcię kocham, ta dziewczyna miała problemy z zatrzymaniem swojej niewyparzonej gęby, co moim zdaniem, wyszło całej książce na plus. A z pewnością wyszło na plus bohaterce i jej relacji z Abklętymi.
Wielu z was czytając definicję Reverse harem, ma przed oczami różnego rodzaju wielokąty. Jednak nie spodziewajcie się pikantnych scen co kartkę lub dwie. O nie. Ja bym ten tom nazwała ,,wstępem" do tego co można przeczytać w takich pozycjach ;) nie seksualnych, wy zboczuszki. Tylko jedno wam w głowie.
Zazwyczaj w moich opiniach przychodzi właśnie czas na opis głównego bohatera, ale nie oszukujmy się, z pewnością nie macie ochoty czytać moich wywodów na temat każdego z piątki gorących bohaterów. Też by mi się nie chciało. Powiem wam tylko jedno. Wszyscy są mega hot, hot, hot. I każdy z nich... a co ja wam będę pisać. Sami musicie się o tym przekonać.
Fantasy...dla mnie temat rzeka. Generalnie nie ma pomiędzy nami chemii, ale Tolkien czy HP to moja wielka miłość. Widźmina też lubię, gorzej z autorem, ale mniejsza o to. W 99% fantasy ma tak rozbudowany swój ,,wewnętrzny" świat, że przy Tolkienie musiałam sobie rozpisać, kto, z kim, gdzie i dlaczego. Nie powiem. Tak wykreowany świat zawsze wzbudzał mój podziw, bo nie oszukujmy się, właśnie to jest zazwyczaj moment na to by ,,jebnąć" fabularnego babola. Zapomnieć co, gdzie i jak. W tej powieści świat jest również złożony, trzeba myśleć kto, z kim, no i dlaczegóż. Jednak w tej powieści czyteknik się nie gubi. No, przynajmniej ja się nie zgubiłam, a to już mega wyczyn :) Autorki wyszły na przeciw takim czytelnikom jak ja i jak krowie na granicy wszystko ładnie opisują. Lecz nie martwcie się. Nie jest to rozpisane łopatologicznie. O nie. Jak dla mnie, fantastycznego laika, zrobiły to w sposób delikatny. Wyważony. Jednak wiadome, że ten kto na fantasy zęby stracił, może mieć zgoła odmienny punkt widzenia.
Często fantasy kojarzy mi się z patetycznym stylem pisania. Ze słownictwem tak ciężkim i trudnym, że czytelnik, patrz ja, potrzebuje słownika, by zrozumieć znaczenie niektórych wyrazów.
Lecz nie w tym przypadku.
Styl tej książki jest prosty, ale nie prostacki. Idealnie oddane realia tego świata nie będąc jednocześnie jakimś ,,stylistycznym" straszydłem, które swoją składnią przyprawia o zawał profesora Bralczyka.
Przyznam wam się iż bywały momenty, że podczas czytania tej książki śmiałam się w głos. Nie sądziłam, że ta książka tak mnie rozbawi. I tak...Nadal mowa o fantasy. Ten humor dodał magii tej książce. Sprawił, że po troszku zakochuję się w fantasy, ale po troszku. Do pozostałych patronów tej książki jeszcze mi sporo brakuje. Jak dla mnie, takie ,,lekkie" fantasy to strzał w dziesiątkę.
No i nie mamy tutaj skrzydeł wyrastających z łopatek. Ten kto mnie zna, to wie, że jak dochodzę do takiego momentu w książce, to ją odkładam. No jak książki kocham. Nie mogę tego znieść. I już. Skrzydła z łopatek=ałt dla książki.
Czy polecam??
Oczywiście, że tak.
Przyznam wam się bez bicia, że podchodziłam do tej książki z bardzo dużym dystansem, lecz wystarczyło kilkanaście stron i przepadłam. Nie mogłam się od niej oderwać i mam nadzieję, że z wami będzie tak samo.
Nawet się nie zastanawiajcie, tylko zamawiajcie i czytajcie.
P.s i tak okładka. FIOLETOWA. Kocham ten kolor.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz