Z autorką, Joanną Zając, miałam już tą przyjemność, ,,poznać" się przy jej debiucie, czyli ,,Inną drogą", tych co nie znają, zapraszam do zapoznania się z moją opinią: klikamy :) Dlatego też, z przyjemnością objęłam jej najnowszą powieść patronatem medialnym.
Zaraz przekonacie się dlaczego.
Julia to młoda kobieta poszukująca własnego kawałka nieba. Jak każdy z nas pragnie akceptacji, szczęścia i prawdziwej miłości. Mimo młodego wieku ma bogaty bagaż doświadczeń życiowych. Nie wie kim jest jej ojciec, nie toleruje ojczyma, nie może dojść do porozumienia z własną matką. Narastające konflikty sprawiają, że dziewczyna wyprowadza się z domu. Wynajmuje pokoik u przesympatycznej i zabawnej Rozalii. Za przyczyną tej energicznej i dobrodusznej staruszki, w życie Julii wkrada się spokój i harmonia. Ale czy można uciec od duchów przeszłości, jeśli wciąż żyją one we wspomnieniach? Jak to możliwe że najbliżsi nam ludzie wiedzą o nas najmniej? Czy Julka zdoła otworzyć się na innych? Czy przytłoczeni własnymi problemami jesteśmy w stanie skutecznie pomagać innym?
Zacząć muszę od ukłonów w kierunku Asi za umiejętne pokazanie ,,problemu" z jakim borykała się główna bohaterka. Wielu autorów ten motyw traktuje bardziej jako ,,dodatek" do fabuły, który ma wzbudzić w czytekniku jakieś uczucia. Jednak nie tutaj. Fakt, to co spotkało główną bohaterkę jest smutne i okropne, bo kurczaczki, musi takie być. Jednak Pani Zając ,,pociągnęła" ten temat, rozwinęła go sprawiając, że nie jest on tylko tłem. Widać jak na dłoni, że autorka wiedziała o czym pisze. I wiedziała też jak ,,podejść" i opisać to co w przeszłości spotkało Julię. I najważniejsze: ukazane jest, jaki to miało wpływ na dorosłe życie główne bohaterki. Potrafiłam zrozumieć czemu zachowuje się ona tak a nie inaczej.
Teraz wyjątkowo przejdziemy do Rozalii, czyli ostoii całej książki. Wiecie co?? Pokochałam babcię Rozalię. Tak jak o niej czytałam, to przed oczami miałam moją babcię Jadzię, która też jest takim ,,dobrym" duszkiem. W wielu powieściach pokazywana jest babcia, ale w większości przypadków jest to pokazane w sposób tak żenująco słaby, wręcz karykaturalny, ale nie tutaj. Tutaj Rozalia ukazana jest jako ,,babcia dobra rada", ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Uwielbiam, gdy w powieściach ukazują się tak ciepłe i pozytywne osoby jak Rozalia. I wiecie co?? Asi jej nie uśmierciła. Bo przecież całą książkę gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl, że zaraz coś się Rozalii stanie. Jednak uffff....Nic się nie stało. I całe szczęście.
Co do męskich głównych bohaterów to było ich kilku, ale nie myślcie sobie, że Julia to była jakaś rozpustnica. Nic bardziej mylnego. Jednak nie o tym teraz mówimy. Czytając tę książkę, tak jakoś do połowy, lub może u więcej byłam święcie przekonana, że Rafał wróci i będzie Big Love. A tu klops. Bum. Autorka w tak umiejętny sposób pokierowała fabułą, że w życiu bym się nie spodziewała, iż koniec końców Julia ,,wyląduje" z tą osobą. Zaczęłam się domyślać, iż zaczyna on darzyć naszą bohaterkę głębszym uczuciem, a i jej lekka nienawiść do niego była tylko przykrywką, to i tak byłam pozytywnie zaskoczona.
Więcej o mężczyznach w tej książce się ode mnie nie dowiecie, bo uważam, że sami musicie ich poznać.
Jest też Agnieszka, czyli siostra głównej bohaterki. Słodka dziewczynka, która Julia stara się chronić przed złem i prowadzić przez życie tak, by była dobrym człowiekiem. Jednak tutaj też nie będę się rozpisywać. Zamawiajcie książkę i sami poznajcie Agnieszkę.
No, ale nie myślcie sobie, że ta powieść to same kwiatki I jednorożce, którym z pupki wychodzi tęcza. Oooo nie.
Jest kilku bohaterów, którym z miłą chęcią zrobiłabym krzywdę. Jezusicku Irena doprowadzała mnie do palpitacji serca. Wiem, że w prawdziwym życiu są tak dwulicowe i zakłamane osoby jak ona, ale chroń mnie Boże przed nimi, bo zrobiłabym krzywdę. Żałuję tylko, że Julka nie powiedziała wszystkiego Rozalii, ale cóż. Coś za coś.
No i przechodzimy do mojej ulubienicy, czyli matki Julii. Łooooo Panie. Co to było za babsko. Przez ponad 3/4 książki widziała tylko czubek własnego nosa. Nich jej nie obchodziły dzieci. Chciała się tylko nad sobą użalać. Ma kobieta szczęście, że poszła po rozum do głowy, bo jakbym miała możliwość, to są bym jej tego rozumu natłukła do łba. Ech...nie nie lubię tej baby. I te jeszcze jej pretensję do Julki, że jej odbiera drugą córkę. Panie....widzisz i nie grzmisz.
Jest też Jerzy. Mogę tylko napisać: obyś zdychał w piekle skurwysynu.
To chyba wam wystarczy, żebyście poznali moją ,,miłość" do niego.
Czytając tę książkę, całą sobą czułam ból jaki odczuwała główna bohaterka. W niebywale umiejętny sposób Pani Zając, przelała na papier wszelkie emocje i odczucia, które znajdujemy w tej powieści. Z każdą przeczytaną stroną zagłębiałam się w świat Julki, który notabene, był też moim światem, gdyż akcja książki dzieje się w moim rodzinnym mieście i okolicach. #lokalnypatriotym. Jednak żeby nie było, brakowało mi opisów mojego miasta. Lecz nie można mieć wszystkiego. Wróćmy jednak do ważniejszych spraw, czyli Wymazać z pamięci.
Razem z główną bohaterką śmiałam się, płakałam, przeżywałam rozczarowania, jej biologiczny ojciec, ale też nic więcej wam nie napiszę. By koniec końców zamknąć czytnik. Usiąść i powiedzieć: woow, jakie to było dobre. Chcę więcej. Tak. Właśnie tak było jak skończyłam czytać Wymazać z pamięci. Targały mną różnorakie emocje, które nie do końca umiem wam opisać.
Mogę wam napisać tylko jedno: ZAMAWIAJCIE I CZYTAJCIE.
Dajcie się porwać w ten cudowny i zarazem smutny świat, który wykrowała autorka.
Wymazać z pamięci to cudowna powieść o akceptacji, zrozumienie jak i również o miłości. Każdy z nas mógłby znaleźć się na miejscu głównych bohaterów. I to chyba jest w tym wszystkim najpiękniejsze. To, że ta książka jest tak realna, tak prawdziwa, że aż to boli.
Tak więc zamawiajcie i czytajcie, ponieważ warto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz